Miłość w jesieni życia.

Trudna jest miłość w naszym wieku

kiedy przypadkiem się obudzi,

wplątana w nasze siwe skronie.

Nadal wciąż dziwi , śmieszy  i  niezrozumiana jest przez ludzi.

I choć lata młodości daleko już za nami,

to my choć starzy jesteśmy zakochani.

Podobnie jak młodzi siebie się uczymy 

i podobnie jak oni jesteśmy szczęśliwi.

Czas płynie, a ja wciąż uwielbiam  twoje czułe,

choć już troszeczkę zakurzone  słowa.

Każdym z nich  się cieszę i dzięki nim czuję się młoda

I dzień za dniem z ufnością błogą

staram się wierzyć  w twoje słowa,

że tak do twarzy mi we wszystkim

i że wciąż jestem kolorowa.

Lubię gdy mi swym czułym szeptem mówisz,

że czas, to rzeźbiarz, co zmarszczką

hojnie nas obdarzył i że każda moja

dla ciebie jest piękna,

że to nasza droga do szczęścia.

Udaję z trudem, że nie widzisz

jak mój niesforny lok niezdarnie układam,

i chwile kiedy z grymasem bólu obok ciebie siadam.

Nie wiem jednak czy skutecznie ukrywam mej starości ślady,

i nie wiem ile jeszcze wspólnych dni przed nami.

Jednak drżę by ich było całe morze,

by czas się teraz dla nas zatrzymał.

Wiem jednak, że to mrzonki i śmieszne pragnienia

tak samo jak chęć bycia dla ciebie wciąż piękną

jak Wenus, która od wieków się nie zmienia.

Wszystko jednak odmienia twe czułe spojrzenie,

dotyk twych zmęczonych dłoni i twe przytulenie.

Uśmiech ci posyłam, wtulam się w twoje ramiona

słyszę bicie twojego serce i znów jestem młoda.

(Ktoś pewnie zarzuci, że to grafomania, trudno.)