Ponad rok jak panoszy się pandemia i zapewne wszyscy mamy już jej po dziurki w nosie.

Jednak życie płynie dalej i nic nas nie zwalnia z codziennych obowiązków ( chyba że rozłoży nas  choroba) i nic nam nie da biadolenie i narzekanie. Codziennie zalewa nas morze informacji dotyczących statystyk chorobowych oraz programu szczepień, co nie pozwala nam ani na chwile zapomnieć o wirusie, który paraliżuje życie. Jednak  pomimo wszystkiego,co się dzieje musimy jakoś funkcjonować.

Robimy  więc zakupy, pracujemy(wprawdzie różnie to wygląda, ale ogólnie temat ogarniając, pracujemy) i oczywiście pomagamy tym, którzy tej pomocy potrzebują.
Nie ma więc sensu siadać  z założonymi rękoma i czekać na cud, tylko  dzień za dniem iść do przodu.

 

Oczywiście!!

OSTROŻNOŚĆ!!
DYSTANS!!
MASECZKA muszą towarzyszyć nam obowiązkowo. 
Jednak czas, w którym się znaleźliśmy  i jak go przeżywamy sprawił, że inaczej zaczęliśmy postrzegać wiele rzeczy.


Cieszą nas drobiazgi i sytuacje, które wcześniej były dla nas tak oczywiste, że ich w ogóle nie dostrzegaliśmy. Wszystko  co przed pandemią działo się wokół nas było tak zwyczajne, że pewnie nikt z nas nigdy się nie zastanawiał nad stanem w jakim żyje.
Po prostu wszystko było tak  jakby nam się z góry należała codzienność w jakiej żyliśmy.

Kto z nas szalał z dezynfekcją, odkażaniem i uważaniem na zarazki?
Jestem ciekawa?
Zapewne dziwakiem dla wielu byłby ktoś, kto co rusz myje ręce, dezynfekuje sprzęty i domaga się dystansu?
Każda inność zawsze i wszędzie jest przez nas  traktowana, powiedziałabym delikatnie , w szczególny sposób. Może teraz inność napotkanej przez nas osoby nie będzie dla nas tak rażąca?
Tolerancja -tego nam często brakuje.
Wyśmiewamy takie osoby, drwimy z nich. Jeśli nie są pośmiewiskiem to często traktujemy je jak chore psychicznie.


Zapewne wielu z nas inaczej teraz traktuje wiele sytuacji, które mu w życiu towarzyszą. Biologia i natura potraktowała nas lekcją, która skłania  do refleksji i innego spojrzenia na życie.
Nagle i z rozpędem, niewidoczny mały złośliwy wirus potwornie namieszał  w każdym kraju na globie ziemskim.
Cały świat walczy od miesięcy z czymś czego nie widać gołym okiem.
Jednak to „Coś” jak w najgorszym horrorze istnieje i uczy nas przede wszystkim pokory oraz cierpliwości.

Jak wielką radością jest teraz,po tylu miesiącach,drobiazg, chociażby wiadomość, że dzieci mogą pójść do szkoły i przedszkola, że w sklepie nie ma już ograniczeń , że otwierają zakłady fryzjerskie i lekarz w końcu zacznie przyjmować normalnie.
Można by wyliczać i wyliczać.

Jestem ciekawa ile osób z tej potwornie ciężkiej lekcji życia, która teraz nas doświadcza wyciągnie wnioski i będzie traktować każdy dzień swojego życia wyjątkowo.
Ilu z nas i jak dług będzie cieszyć się tym co nam daje codzienność?
Bo przecież życie to cud dany nam tylko na chwilę, a przyroda, która nas otacza to prawie jak  magia.
Wiem, że brzmi to śmiesznie, ale mamy naprawdę bardzo dużo i trzeba umieć to wykorzystać.

Zycie płynie swoim torem pomimo bólu i tragedii, która również nas nie omija. Mijają kolejne dni i noce, słońce wschodzi i zachodzi, cykl przyrody trwa i powinno nam to uświadamiać, że nic nie stoi w miejscu.
Wszystko przemija, a więc i to „cholerstwo”, które przyplątało się i rozpanoszyło też przeminie.

Mam ogromną nadzieję, że będziemy wreszcie swobodni i wyrwiemy się z tego zaklętego kręgu pandemii. Zdaję sobie sprawę , że choroby nie można unicestwić i wirusy, bakterie,które je wywołują towarzyszyły nam i wciąż będą towarzyszyć.
Wiem także, że  potrzeba czasu, by znów nauczyć się normalnie, ale inaczej żyć.