Samotna i biedna starość  w Polsce .(1)

 

samotna starość (pomiędzy nami)    

Wokół nas jest coraz więcej starszych osób.
Wzrasta liczba dziadków i pradziadków. Bomba demograficzna tyka. Że żyjemy coraz dłużej, wiadomo już od kilku lat, udowadnia to statystyka. Mówi ona również o tym, że coraz szybciej starzeje się też w Polsce ogół populacji. Udowodniono, że ponad milion starszych osób mieszka samotnie i dostaje minimalną emeryturę. Części z nich grozi niedołężność, a następne pół miliona nie ma nawet 1000, -zł miesięcznie.
Jednym słowem, starość w Polsce jest biedna,i samotna. Należy dodać, że również chora.
Wielu z nas ma starszych rodziców, sąsiadów. Każda z tych osób ma marzenia, swoje problemy, plany i lęki. A lęki tych ludzi zazwyczaj dotyczą niedołężności i śmierci.

   Moja Babcia często powtarzała, że marzy o szybkiej śmierci, najlepiej w nocy. Umrzeć szybko, by nie być dla nikogo ciężarem- mówiła. Prawda, że dziwne marzenie? I jak się okazuje jest to  marzenie nie tylko mojej schorowanej babci. O takiej śmierci myślą miliony starszych ludzi. Strach przed uzależnieniem od innych paraliżuje i wpędza w lęki i depresje. A my o śmierci nie chcemy w ogóle rozmawiać i unikamy tego tematu jak zarazy.


   Nasi starzy rodzice zazwyczaj nie chcą nam zawracać głowy. Nie opowiadają o swoich dolegliwościach i wizytach u lekarza. Chcą jak najdłużej być samodzielni. My mamy już swoje rodziny, pracę i rzadko myślimy o sytuacji, w której  mogli by się stać niezdolnymi do samodzielnej egzystencji. Właściwie, to nie dopuszczamy do swojej świadomości myśli, że mogłoby, to dotyczyć akurat właśnie nas.

Wszystko jednak do chwili, gdy się, to właśnie dzieje. Może po drodze do tego momentu  zauważyliśmy jakieś sygnały, ale w ferworze codziennego zabiegania jakoś nam uciekły. I  nagle z dnia na dzień może się okazać się, że nasi rodzice zaczną wymagać codziennej opieki.

   Co robić? Mamy swoje życie, obowiązki. Dzieci, które trzeba zawozić do szkoły, na zajęcia, praca, która wymaga od nas zaangażowania po uszy,znajomi i oczywiście cała masa domowych obowiązków. Jak to wszystko pogodzić?
Jeśli nie jesteśmy bogaczami, których stać na prywatną  całodobową opiekę, czy prywatny ośrodek, to mamy oczywiście kilka opcji.

Opcja pierwsza:  Opieka domowa ze strony rodziny.  

   Nie możesz sobie poradzić i pogodzić domowych obowiązków i pracy z opieką nad osobą, która jej potrzebuje? Nie martw się. nasze państwo pomoże i poda ci pomocną dłoń.
Rzuć pracę , a dostaniesz wtedy 520 zł zasiłku. Jeśli trochę się postarasz, to masz szansę na dodatkowe świadczenia, choć, to kropla w morzu potrzeb. I przygotuj się na niespodzianki i jazdę pod górkę, bo czeka cię nie lada wyzwanie.
To co dostaniesz od państwa i dołożysz z emerytur i oszczędności swoich rodziców  (jeśli oczywiście takowe są),a później również i ze swoich pewnie i tak będziesz się ciągnąc co miesiąc jak struna, by starczyło na pielęgniarkę, terapię, leki, codzienny transport, na zabiegi i na całą masę innych potrzeb.
Ale musisz sobie jakoś poradzić.

   By jak najmniej mniej wydawać na płatną opiekę pielęgniarską wykorzystasz maksymalnie urlop wypoczynkowy, opiekę nad członkiem rodziny i oczywiście naciągane zwolnienia lekarskie, jeśli  rodzinny zrozumie i  będzie chciał jakoś  pomóc. Przyjdzie jednak moment, że nie będziesz już mieć odwagi do niego chodzić.

   Po paru tygodniach opieki nad niedołężnym rodzicem uświadomisz sobie, jak nagle wiele potrafisz zrobić. Wszystko zmusi cię do tego, że dokształcisz się. Google, Youtube, fachowa literatura i nauczysz się jak być rehabilitantem i  pielęgniarką. Będziesz zmieniać opatrunki, pieluchy, robić masaże, zastrzyk oraz toaletę. A stojąc w kolejkach do lekarzy, hospicjów, aptek, poznasz innych w podobnej sytuacji. Wysłuchasz przy okazji także zwierzeń innych opiekunów, którzy opowiedzą niesamowite historie o swoich podopiecznych. Dowiesz się o złośliwościach, zgryźliwościach i chamstwie chorych oraz tych , którzy są zakłopotani i zawstydzeni swoją bezradnością. Oni to dziękują z pocałowaniem w rękę za każdy odruch ze strony osoby, która się nimi zajmuje.
Będziesz cieszyć się w duchu jak dziecko w tej trudnej dla ciebie sytuacji, że masz wszystko pod ręką, w jednej miejscowości, widząc zmęczonych chorych i słysząc o ich problemach jakie mają, gdy muszą po wszystkie świadczenia dojeżdżać z innej miejscowości.

   Czas będziesz mieć rozpracowany co do minuty i będziesz się starać wszystko dopasować i pogodzić. Będziesz codziennie jak w zaklętym kręgu po miedzy pracą, domem ,szpitalem, poradnią,a domem rodziców, sklepem i szkołą.
Co jakiś czas zdziwisz się, że coś ci dokucza. A to ponarzekasz na plecy, to znów na bolące ramiona i będziesz się dziwić dlaczego bez powodu chce ci się płakać.  Lecz nie będziesz mieć czasu na zajmowanie się swoimi dolegliwościami. Bo oczywistym będzie, to, że przyjdzie na to czas, że teraz są inne priorytety.
A w domu mąż będzie narzekać, że obiad nie w porę, lub, że sterta prania wciąż czeka na wyprasowanie. Nie wspomnę już nic o powinności w małżeńskiej w sypialni, gdzie codziennie będziesz padać jak ścięta z nóg. Dzieci będą marudzić, że nie masz dla nich czasu. I będziesz w duchu czuła się jak złodziej, okradający własną rodzinę z czasu, który powinnaś mu poświęcić. Cały czas będziesz siedzisz jak na igłach, z obawy, by nic dodatkowego się nie wydarzyło. A w cichości będziesz marzyć o wolnej chwili tylko  dla siebie.

               Dobrze, gdy w takiej sytuacji można liczyć na  pomoc ze strony rodziny, lub jeśli współmałżonek również w tym uczestniczy. Wtedy jest na pewno trochę lżej. Lecz z tym bywa różnie.
I tak przez pewien czas jakoś wszystko będzie funkcjonować, ale…. ?

Właśnie, to ale. Co,gdy taki stan trwa miesiącami lub może trwać latami?
Co robić, gdy całodziennej opieki potrzebuje nie tylko jeden rodzic, ale oboje? 

Proszę bardzo. I tutaj mamy jeszcze inne opcje.

c.d.n