Dlaczego nasze dorosłe dzieci uważają, że zakochany dziadek czy babcia, to śmieszność?

          Nasze osamotnienie często sprawia, że decydujemy się na wspólne zamieszkanie z dziećmi czy rodzeństwem. W momencie gdy ta decyzja zapada nie myślimy często o swojej przyszłości, ani o tym, co może się wydarzyć, lecz jesteśmy bardziej skupieni na naszych bliskich i ich potrzebach. Gdy zamieszkujemy ze swoimi już dorosłymi dziećmi, jesteśmy bardzo często dla nich wybawieniem i pomocą w wielu sytuacjach. Jednak, gdy przychodzi taki czas ,że kogoś poznajemy i w naszym życiu zaczynają się zmiany, to problemy międzypokoleniowe zaczynają  narastać i przybierać efekt śnieżnej kuli.

        Coraz częściej widzimy kwaśne miny naszych dzieci, czy wnuków, gdy wychodzimy z kimś na spacer. Coraz bardziej odczuwamy, że nasze wyjścia zaczynają być dla nich coraz bardziej niewygodne, nie wspominając już o tym, że drżą na myśl o tym, byśmy czasem naszego towarzysza spacerów nie zaprosili do siebie.
A myśl, że mógłby z nami zamieszkać jest już w ogóle nie do przyjęcia.
W wielu przypadkach mieszkanie, w którym mieszkamy z naszymi dziećmi jest nasze, lecz gdy planujemy znów sobie z kimś ułożyć przyszłość, to okazuje się, że to właśnie my jesteśmy ciężarem i że to wręcz od nas oczekuje się odejścia. Zostajemy brutalnie uświadomieni, że mieszkanie ,w którym wspólnie mieszkamy jest za ciasne i że nie ma miejsca dla nowej osoby, która ma być naszym towarzyszem do końca życia.
Na tej to płaszczyźnie dochodzi w wielu przypadkach do niemile zaskakujących sytuacji. Często nasze dzieci i wnuki kładą nam kłody pod nogi, byle tylko nie doszło do naszego nowego związku. Zaborczość naszych najbliższych często paraliżuje nam ruchy i krepuje myśli.

          Niestety, nie każdy z nas ma w sobie tyle siły, by wkroczyć na nową drogę życia z nowym partnerem, jeśli nie ma wsparcia od najbliższych. Wiem, że wymaga, to nieraz wielkiego poświęcenia, a nawet zerwania rodzinnych więzi, na co wielu z nas nie może się zdecydować.
Nieraz przychodzi nam wybierać, bo tak stawiają sprawę nasze dzieci. Nasza rodzina, dzieci i wnuki, czy nowy partner, jego dzieci i nieznane jutro?
Jest nam niezmiernie trudno i ciężko. W wielu przypadkach wygrywa ta pierwsza opcja i nowy związek, który miał być dla nas wyrwaniem z dotychczasowego życia, zostaje tylko niespełnionym marzeniem.

        Dlaczego nasze dorosłe dzieci podchodzą niechętnie do tematu naszej nowej znajomości ?
I dlaczego często słyszymy: „Na stare lata jej odbiło” „Postradał rozum””.. lub  „Dał się omamić…”itp. Przecież szczęśliwy i zakochany dziadek, czy babcia ,to szczęśliwe dzieci i wnuki.

       Jak się okazuje, jest to bardzo złożony temat. Można by to zamknąć w jednym zdaniu i powiedzieć, że dzieci martwią się o rodzica i obawiają się, że stanie mu się krzywda. Lecz w dużym stopniu mają tu znaczenie całkiem inne względy. W sytuacji gdy mieszkamy z naszymi dorosłymi dziećmi, które już mają swoje pociechy, dochodzi po prostu do przyzwyczajenia. Nasze dzieci uważają, że tak jak kiedyś mają swojego rodzica tylko dla siebie. Do głosu dochodzi też czysta  zazdrość o czas i miłość.

      Tak,tak. Bez względu na to ile nasze dzieci mają lat, to wciąż jesteśmy dla nich rodzicami, oddanymi tylko im.
A tu nagle poukładany porządek zostaje zburzony, bo dziadek lub babcia chce czas poświęcić komuś innemu .I nie daj Boże by to” coś” miało dalszy ciąg. A nasze wnuki? Kto zaopiekuje się nimi, kto zaprowadzi do szkoły, na basen itp.? Kto jest ważniejszy, nowa znajomość czy rodzony wnuk? Kto dopilnuje domowych spraw?

      Następna sprawa to nasze wdowieństwo. (Jeśli jesteśmy osamotnieni z powodu śmierci współmałżonka). Żałoba ,smutek, to tak bardzo intymna i indywidualna sprawa,że nikt  nie ma prawa czegokolwiek w tej kwestii wymagać. Jednak nasze dorosłe dzieci mają nam za złe, że kimś się interesujemy. Uważają, że zapominamy o tym co było i boją się, że nowa znajomość zniszczy pamięć o zmarłym. Oczekują od nas, że nasze uczucia skupią się tylko na tym by czcić pamięć zmarłego współmałżonka. I bez względu na to ile minęło lat naszego wdowieństwa argument o czci zmarłego jest chyba wciąż najczęściej używanym argumentem.

     Przykre jest to,że nasze kochane dzieci, nagle stają się roszczeniowe i zawzięcie dąż do realizacji swoich celów. Często szantażują, upokarzają, oszukują, wyśmiewają. Znają przecież swoich rodziców i wiedzą jak zagrać by osiągnąć cel, czy  dotyczy to pieniędzy, mieszkania, czy innej kwestii.

     Czy właśnie dlatego, że nasza nowa znajomość jest nie w smak naszym dzieciom i bliskim mamy odtrącić coś pięknego, co nas spotyka w jesieni naszego życia? Czy dlatego, że mamy włos przyprószony siwizną, zmarszczki  i nie tak doskonałe ciało, to już nie dla nas zauroczenie i zakochanie ?
Miłość na starość, to moim zdaniem coś najwspanialszego co może nas spotkać. Uczucie, to pozwala na przeżycie naszego starzenia się w radości i zachwyceniu inną osobą. Czas mija nam inaczej  i nagle ta nasza nieunikniona starość ma cudowne, radosne kolory, które przepędziły ponure rozmyślania nad własnym przemijaniem.